A Travellerspoint blog

October 2007

KO SAMUI (bounty island)

sunny 32 °C
View Thailand on Camerowska's travel map.

so... we're on an island - Samui - we flew in from Bangkok on Wed.

i actually am afraid to write how nice the beaches are - as you would probably hate me if i wrote in detail....
in SHORT: the sand is white and soft, the water turqoise/green - very warm and totally clear all the way to the bottom, the sky blue, palm trees around... 30-35 degrees all the time - but not too hot - we there's a refreshing sea breeze. what else do you need

our usual ''concerns'' are:

  • ''should i rather go swim in the sea, in the pool or continue lying and doing nothing''?
  • ''do i want a fresh pineapple, or grilled spring rolls??'' - both brought to my chair on the beach by nice Thai people
  • ''watermelon or pineappple juice?''

haha :)
i better stop writing NOW :)
[as little bird told me that the weather situation in Europe isnt as great at the moment ;))]

the island is great, but it's not totally stunning. the beach IS. but the rest of the island is very COMMERCIAL - everything is for tourists. People who only go to this island, would never get a feeling of the real Thailand. It could be an island in Greece as well. Same stupid street stores with souvenirs, same loud nightlife. It's even hard to find real Thai food here (!!!) and the number of 'schnitzel''-restuarnats/fast-foods etc is huge.... We're so surprised to see all these Europeans comning o Thailand only to catch back on spare ribs or Wiener Schnitzel... :-S What's the point...

also: the Thail people here are very different from the ones we've seen before. They are not smiling all the time like elsewhere, also: we have a feeling everybbody is trying to cheat us... They know they CAN cheat tourists... And they seem to be very lazy - they usually try to charge us double the GOOD price for taxi - and when we refuse to take this ''offer'', they dont even bargain down - they just continue sitting on their ass, as one good scam later on will be enough to earn as much as they would if they were honest... sad...

In ANY case: we are very happy to have these 4 days on the beach - to recharge our sun-batteries :) yay!!!

  • ************************

OLGA's PART

Leniwe dzien dobry z wyspy Samui na poludniu Tajlandii :)

Jestesmy tutaj od srody, robiac nic. Zdazylysmy juz podpiec sie na sloncu i dzisiaj troche cierpimy, ja zas w szczegolnosci. Czesci dotad osloniete (jak uda, brzuch czy ramiona) przy pierwszym kontakcie ze sloncem staly sie jaskrawo czerwone. Obecnie moje cialo ma rozne odcienie poczawszy od bialego, poprzez rozowy, czerwony, az do brazowego i ciemnobrazowego. Taki ciapek ze mnie.

Wyspa sama w sobie jest ladna, ale nie powalajaca. Moglaby byc kazda inna wyspa w Europie. Jest najmniej azjatyckim i tajskim miejscem jakie do tej pory odwiedzilysmy. Pelno tutaj turystow, przede wszystkim Niemcow. Co za tym idzie, baza gastronomiczna podporzadkowana jest im gustom, co oznacza liczne restauracje z pizza, makaronem czy sznyclami!!!! I Ci "prosci" turysci, bedac tutaj, w Tajlandii, zamawiaja te same dania, ktore mieliby w swoim kraju. Zenujace......

Nasz czas mija tutaj powolnie, zaczynamy dzien od sniadania na "stolowce" pod golym niebem (a wlasciwie pod palmami), tuz przy plazy, gdzie slychac szum fal..... Zaraz potem przenosimy sie na lezaki nad wode i tam spedzamy kolejne godziny. Woda w morzu jest tak przyjemna, ze wchodzi sie do niej bez zmruzenia oka. Ma turkusowy kolor. Co kilka godzin wcinamy kukurydze i springrollsy z grilla, sprzedawane przez Tajki na plazy. Acha, a na deser swiezy ananas i kawalki kokosa.

Poza europejskimi restauracjami, nei sposob nie zauwazyc, ze ceny sa tutaj takze "turystyczne", a kierowcy taksowek probuja "wynegocjowac" krocie za przejechanie kilku kilometrow (a przy tym sa bardzo leniwi i nie kwapia sie do pracy za "male" pieniadze).

Jutro wieczorem lecimy do Bangkoku i spedzimy tam niedziele, po czym wsiadamy w samolot do Amsterdamu. Powoli koncza sie nam te cudowne wakacje. Na szczescie udalo sie nam odpoczac i poznac troche ten piekny kraj. Zgodnie stwierdzamy, ze chetnie bysmy do niego wrocily.

Dobrego weekendu!

Posted by Camerowska 21:08 Archived in Thailand Comments (0)

AYUTTHAYA

sunny 37 °C
View Thailand on Camerowska's travel map.


we're in BGK now- after flying in last night from Chiang Mai.

[by the way, we're @ a crappy internet cafeand the space bardoesnt really work like it should - so pls have patience for deciphering the results of my ''great'' typing!!!]

today we went by train on a day trip to Ayutthaya. On the way there it only took 1h,on the way back:1.5h.And that was NOT a pleasant ride. I wont even mention the seats that make u want to stand for the whole ride. on top of that ,apparently Thai engineers(EVEN the ones who design the aircoditioned cars) have no consideration for the level of decibels coming out of those machines. There was some elementin our car(of course located RIGHT in front of our seat) that was making a TERRIBLE resonace/noise - to such a level that we were shouting 2 each other once we finally left that train. Oh well... ;luckily we fly everywhere else...

but Ayutthaya itself was cool. It used 2b Thai capital - and was full of ruins of temples and Buddha statues- similar to Sukhothai actually. We rented bikes again and were riding around

it was a bit of like being in the scouts - as we had to read the map and try to locate different ruins we wanted to go to (which they had TONS of there- spread around a very large area - with no clear signs - at least in English).We only went to like 10 ruins maybe. it was really fun,but it was VERY VERY hot today. and humid

haha, it was funny, because the ruins were on an island - and to get to it we had to take a small boat. A REALLY tiny boat - together with our 2 bikes,Which was a challenge - and resulted in bike-related injuries for both of us in the end ;). We'll live though :)

we're now in BGK

haha. and they are building a sky scraper next to our hotel. And the construction site was ''funny'' - as clearly they do not really care here about the SAFETY issues. The scaffolding was made of bamboo [we r talking the height of the 20th floor!] - and there were plenty of workers hanging on all sides of it - of course with no harnes or anything of the kind... Haha, and then we went to the hotel pool - which was located on top of our building - a few floors below the working guys. The construction workers have immediately noticed our arrival to the pool area - and somehow in a matter of seconds there were more and more of them there - to the point of forming a scaffolding-gathering ;). haha, it was so hilarious - Olga's biggest concern was the fact that they might fall off - as they were dangling down from the scaffolding observing what was going ;)

tomorrow morning off to Ko Samui (the island)

  • **************

OLGA'S PART

Dzien dobry :)

Tu znowu Bangkok. Spedzamy tu dwie noce. Przyleciaslysmy wczoraj poznym wieczorem, dzisiaj calodniowa wycieczka do Ayutthaya, a jutro rano lecimy juz na 4 dni na Ko Samui, gdzie bedziemy robic nic (oooo, przepraszam, bedziemy utrwalac opalenizne, wysypiac sie i popijac pyszne koktajle.... Czyzbym slyszala jeki zazdrosci?...).

Poniewaz posty moga byc subiektywne, chcialabym przyznac sie, ze osobiscie ciesze sie, iz skonczylysmy juz zwiedzanie. Jestem pelna wrazen i kolejne swiatynie czy ruiny odpowiednio mniej mnie zachwycaja. Biedna Marta musiala dzisiaj znosic moje jeki, ze moze juz skonczymy jezdzic od jednej zawalonej czedi do kolejnego Buddy bez glowy itd. Ayutthaya nie powalila mnie, miasto raczej male i blizsze Phitsanulokowi. Ruiny ladne, chociaz tym w Sukhothai nie dorownuja. Do Ayutthayi pojechalysmy porannym pociagiem z Bangkoku, a na miejscu wypozyczylysmy rowery (swoja droga to frajda tak zwiedzac na kolkach). I jezdzilysmy od jednej ruiny do drugiej. Upal byl niemilosierny, mysle, ze ok. 37 st.C i duza wilgotnosc. Oczywiscie spieklysmy sie. Bardzo ladnie odcinaja sie nasze szorty i bluzeczki ;-) Podroz powrotna byla dosyc ciezka; moge smialo powiedziec, ze zazylysmy lokalnego folkloru. Pokonanie 70 km zajmuje ponad 1,5 godziny, a wagon jest tak stary i rozklekotany, ze caly wpada w rezonans przy ruszaniu, powodujac halas trrudny do zniesienia. A do tego siedzenia przyprawiajace o bol kosci ogonowej.... Czy juz mowilam, ze kocham luksus? ;)

Poniewaz mieszkamy w pieknym hotelu, z basenem na dachu (na wysokosci 9 pietra), po powrocie udalysmy sie tamze. Ach, coz za przyjemnoscpatrzec z basenu na panorame nowoczesnego Bangkoku. Ale.... nasz spokoj zaklocili panowie budowniczy, siedzacy na wysokosci 20-go pietra budynku obok naszego hotelu. Panowie byli zachwyceni widokiem dwoch dziewczyn zazywajacych kapieli w dwuczesciowych kostiumach i zebrali sie komisyjnie w liczbie dziewieciu, aby nas obserwowac. Osobiscie bylam przerazona, bo panowie pracowali na bambusowych rusztowaniach, nie majac zadnego zabezpieczenia. SPiesze jednak doniesc, ze obylo sie bez ofiar, panowie popatrzeli, my odpoczelysmy basenie, a teraz zamierzamy pobuszowac po nocnym targu.

Musze jeszcze podzielic sie pewna refleksja. Podejrzewam, ze wzbudzi ona usmiech na twarzach meskiej czesci czytelnikow..... Zarowno w Bangkoku, jaki innych miastach Tajlandii, pelno Europejczykow, ktorzy przyjechali na "sex wakacje". Panowie wynajmuja dziewczyne na kilka dni i podrozuja z nia po kraju (i nie tylko podrozuja....). Przewazajaca czesc to faceci w wieku 50 - 60 lat, niekoniecznie atrakcyjni. Jaki jest w tym sens i przyjemnosc?..... Ech.... Bedewdziecznaza wytlumaczenie, bo moja naiwnosc jakos uniemozliwia mi pojecie tego wszytskiego.

Nastepny post juz z wyspy.....

Sciskamy!

Posted by Camerowska 19:54 Archived in Thailand Comments (0)

CHIANG MAI day 2

city of 700 temples

33 °C
View Thailand on Camerowska's travel map.

We r now in Chiang Mai - in the North of Thailand

It is a city of temples (they have 700 of them!) - haha, but we have maybe seen like 15 at most ;)

We flew in yesterday afternoon and went to do the sights (read: temples). Also, we were lucky again, as apparently Sunday is a special day in Chiang Mai - with a street market at night. And when I say STREET I actually mean a good 10 streets - all around 1 big street. They were selling EVERYTHING there - and it was full of locals.

You could buy local crafts, jewellery, clothes, and of course: FOOOOODDDD. It was actually quite funny that they were selling food mostly in the courtyards of the temples :). All made fresh and to order. Piles of noodles/rice, stir-fries, deep-fried stuff, seafood, fruit, sweets. Amazing. Of course we did not forget about eating while shopng/haggling. We got a great deal of food actually - I dont even remember how many little dishes we tasted :). To name just a few: grilled squid, fried squid, Khao Sawy = local beef curry with funny noodles, banana-leaf packages with steamed rice and herbs, Olga ate some black vegateble jelly (?), etc etc

Speaking of which.
Olga had enough courage to actually EAT the BUGS (yes, fried insects). She started with buying a big (5cm long) cricket. And yes, she had the guts to eat it too... [haha, I filmed it all, but I'm afraid you're gonna have to wait for the movie clip, as we forgot to take the camera cable]. The insect looked pretty gross, but Olga claims it was very crunchy ;)
When she ate the first one, the lady from the stall started giving her freebies - another smaller grasshopper-kind-of-thing and a white 4cm long bamboo worm... [yes, like one pf the ones from my picture in Bangkok - to be seen a few posts below]

hmhm... actually... the lady stroke a good deal giving the freebies to Olga, since she was a living advert of the bugs - in 1 min she talked an American guy into tasting one too ;)

i promise to put the pickies & the movie clip soon :)

Later on we walked past another stall with bugs - where they had TERRIBLE-LOOKING huge roaches as well... [like: 7cm long and 3cm wide]. Olga even had a moment when she wanted to buy one - and if it wasn't for the saleswomen's inability to speak English she would have probably eaten it. Olga namely asked her if they were GOOD. But the woman din't understand and Olga resigned of the purchase ;)

Still, my deep R-E-S-P-E-C-T Olga!!!

Since there were so many things to do/see/buy/eat at the market, we ended up staying till they closed - at 23.00

Today we saw a couple of temples, but above all: we took it easy - and spent the time in a relaxing manner - walking aound, stopping for food and drink etc

Tonight we're flying back to BGK. Will stay there for 2 nights (2morrow planning on going on a day trip buy train to Ayutthaya).

  • *************

OLGA's PART

Po dwoch dniach spedzonych w Sukhothai dotarlysmy do Chiang Mai - atrakcji turystycznej polnocnej Tajlandii. Zanim opowiem co nieco o tym miescie, musze wspomniec o absolutnie bajecznym lotnisku pod Sukhothai, skad startowalysmy. Czulam sie jak na Hawajach, za terminal sluzyly male sliczne domki, doslownie tonace w zieleni i orchideach (rozowych, fioletowych, bialych). Bardzo malownicze. Kazdy pasazer przy odprawie paszportowej mial przypinany do koszulki miniaturowy bukiecik z orchidei i asparagusa. Cudnie.

Ok. 13 wyladowalysmy w Chiang Mai, miescie bardzo zywym i przyjaznym. I znowu innym niz wszystkie do tej pory. Kafejki internetowe mieszaja sie ze swiatyniami, straganami z jedzeniem i lokalnymi pamiatkami. Duzy ruch uliczny. Jest tutaj blisko 700 swiatyn (tzw. watow), na szczescie my postanowilysmy obejrzec zaledwie kila(nascie) z nich. Nie wiem czy to juz rozleniwienie czy przesyt, ale juz te miejsca nie robia takiego wrazenia i nie zapieraja dechu w piersiach. Odwiedzalysmy je troche "z przyzwoitosci", ale to bardzo przyjemne i nie obciazajace ;)

Znowu mialysmy szczescie, poniewaz wlasnie trafilysmy na niedzielny targ, ktory trwa od zmierzchu (ktory tutaj zapada ok. 18:00) do poznych godzin wieczorynych. Jest tutaj doslownie wszystko, co mozna nazwac "lokalnym" - tony jedzenia, rzemiosla, pamiatek, rzeczy potrzebnych i (w zdecydowanej przewadze) niepotrzebnych. Dlugie kilometry mieniacych sie kolorami straganow. Marta miala wilekie oczy z blyskiem, co oznaczalo dla mnie jednoznacznie, iz nasz dzien szybko sie nie skonczy. I ten blysk utrzymywal sie dlugo, bardzo dlugo. Wedrowalysmy od uliczki do uliczki, od zaulka do zaulka i na nic zdaly sie moje proby negocjacji, przekonywania, szantazu, blagania.... Polowalysmy na okazje do czasu, kiedy miejscowi zaczeli sie rozchodzic, a sprzedajacy skladac swoje kramy :) :) :) Ale warto bylo, faktycznie ceny tutaj przyprawiaja o zawrot glowy i mozna znalezc naprawde ladne rzeczy.

Ale...... kupowanie pamiatek to jedna czesc przyjemnosci. Druga stanowi oczywiscie probowanie lokalnych przysmakow. Zarowno w restauracji jak i z targowych stoisk. Jadlysmy lokalna potrawe KHAEW SAWY, dostepna glownie w Chiang Mai (zolty makaron z pysznym sosem i wolowina), smazone i grillowane kalamarnice na patyku, oraz.......... prazone owady. I tu nastepuje slowo wprowadzenia: w samolocie do Tajlandii obiecalam Marcie, ze jesli trafimy na prazone robale, ktore sa lokalna specjalnoscia polnocnej czesci kraju, to ja takiego insekta skosztuje. Marta pokiwala tylko glowa i chyba nie uwierzyla, ze mowilam o tym calkiem powaznie. Tym wieksze bylo jej zdziwienie, gdy przy stoisku sprzedajacym te delikatesy (roznej wielkosci, ksztaltow, z nozkami/skrzydelkami/oczkami lub bez) w moich oczach pojawil sie blysk ;) No i stalo sie - slowo sie rzeklo, nie bylo wyjscia jak tylko przystapic do konsumpcji. Wzbudzilo to ogolna radosc sprzedajacych jak i turystow. Zjadlam 3 robale, kazdy inny, kazdy rownie nieapetyczny. W moim menu znalazly sie: 1) duza cykada (nieco sucha), 2) konik polny (odpowiednio slony), 3) glista bambusowa (bardzo chrupka). Wszystko jest na zdjeciach, mamy nawet film spozywania pierwszego dania. Niestety teraz nie mamy ze soba kabelka, zeby to przegrac, ale lada dzien to nadrobimy.

Niebawem zmykamy na lotnisko, lecimy do Bangkoky, skad jutro wczesnym rankiem wybieramy sie na jednodniowa wycieczke do Ayuthaya, dawnej stolicy Tajlandii. Bedziemy podrozowac lokalnym pociagiem.

Wlasnie dzisiaj z Marta stwierdzilysmy, ze jest polowa naszego pobytu, a nam juz udalo sie bardzo odpoczac i zrelaksowac. A przed nami jeszcze czesc absolutnie wypoczynkowa na Ko Samui. Cudownie.

Dobrego tygodnia!

Posted by Camerowska 14:59 Archived in Thailand Comments (0)

(Entries 1 - 3 of 3) Page [1]