PHITSANULOK part 2
Thu 27 Sep 2007 - Thu 27 Sep 2007
33 °C
View
Thailand
on Camerowska's travel map.
hmhm... so i guess it's official... Phitsanulok is probably NOT the best traved lestination in Thailand
. there were only 2 sighs in Phitsanulok (a beatuful Buddha image, and a great etnographic museum).
it was a bit of a test for our nerves
- although we actually ended up laughing at the circumstances all the time ![]()
in SHORT:
- the hotel looked like its best days were a long time ago (by the way: it was one of the BEST ones in town!) - haha, and considering the fact that we have not seen ANY white people that whole day, it probably explains why they didnt speak english or be very service-mided either
- the laundry we handed in was not ready on time
- despite the fact we double checked a few times with them!
- - haha, not only was it not ready yesterday evening
- ''laundri no'' - as we heard
- , but not even this morning - when we FINALLY received it - after Olga explained it to them again and again - but it was still wet...
- we kept on wandering for miles and miles loking for (safe) food in the morning - with no luck
- they tried to cheat us at the hotel - the waiter was writing the bill by hand and increased all the prices/calculated more dishes than we ate/added it all up using a VERY creative accounting... haha, but he chose wrong guests to try this with

- we risked our lives - at all crossings
- itr's left-hand traffic here - and all the cars/motorbikes come from unexpected directions - and seemed to were all trying to kill us
- later a cut ending of an electrical (WET!) cable fell on me from a mast... how handy!
that whole day was strange and we were MORE THAN HAPPY to leave this silly town today... haha, but it was still a funny day yesterday
. Haha and im SURE we will enjoy the rest of Thailand more now ![]()
anyways... in the evening we had to cheer ourselves up with coctails at the hotel bar ![]()
FYI
haha. we actually started speaking an adjusted version of English just for the Thai people
. haha: as litle vocabulary use as possible, clearly non-English sounding RRRR, repeating everything loud and clear.
today i actually said: "my frrrriend orrrrderrrr 2 juice forrrr us''....
And in the morning Olga was convincing the receptionist at he hotel: "i want my laundri in my rrrroom, now, please''
some more pics of yesterday:


******************************
OLGA'S PART
Nie sposob nie dopisac komentarza do tego, co dzialo sie w Phitsanulok po naszym wyjsciu z kafejki internetowej. Musze na wstepie powiedziec, ze z radoscia opuszczalysmy to miasto, bo zmeczylo nas psychicznie. Okazalo sie, ze z wyjatkiem jednej swiatyni i pieknego posagu Buddy nie ma tam nic, kompletnie nic. Najpierw polowalysmy na lunch dobre dwie godziny, bo oprocz smierdzacych i odpychajacych barow ulicznych, nie bylo restauracji. Ostatecznie trafilysmy do "food court" w centrum handlowym. Potem bladzilysmy, zeby trafic do hotelu. Spacer w upale, zaraz po godzinnej ulewie, kiedy powietrze jest bardzo wilgotne, nie jest najprzyjemniejsza forma wysilku fizycznego. Jesli jeszcze dodamy do tego lewostronny ruch uliczny, powodujacy absolutna dezorientacje przy przechodzeniu przez jezdnie i brak przejsc dla pieszych, szczekajacego psa, ktory zmusza do wyboru czy zostac zagryzionym czy przejechanym przez motocykliste, bedziemy miec jasny obraz spaceru, ktory jest walka o przetrwanie.... Mialysmy wiec nadzieje, ze wieczor bedzie relaksujacy i niezwykle przyjemny. Marta znalazla opis restauracji polecanej przez przewodnik Lonely Planet, ktory przyprawil nas o marsz kiszek, wiec mimo zmeczenia (poranna pobudka o 3:30) wyruszylysmy na kolejny spacer po jedzenie ;-) I o dziwo, pomimo mylacej mapy, znalazlysmy upragniona restauracje, ktora byla...... zamknieta. Cholera jasna! Wiec wrocilysmy do hotelu, zrezygnowane i zle. Na pocieszenie zafundowalysmy sobie pyszne drinki Mai - Tai i tak jakos zrobilysmy sie juz spokojniejsze i szczesliwsze. I udalo sie nam takze zamowic jedzenie (Marcie udalo sie zamowic nawet tone jedzenia ;-) ) i spozyc je przy akompaniamencie zespolu tajow spiewajacych przeboje The Beatles. I juz wydawalo sie, ze wszystko jest na dobrej drodze, by Phitsanulok zdobyl od nas punkty, ale kelner pozbawil nas nadziei przy wystawieniu rachunku... Pan liczyl tak na oko; dodal kilka dan do listy zamowien, dodal kilkadziesiat pieniazkow na kazdym daniu i jeszcze rabnal sie przy dodawaniu (nie jestem pewna czy w ogole opanowal te umiejetnosc z zakresu matematyki). Ale Marta ma kalkulator w oczach i spokojnie aczkolwiek stanowczo powiedziala Panu jaki ma byc rachunek. Oj, Pan Kelner byla bardzo zawiedziony....
Hitem hotelu w Phitsanulok byla usluga prania. Napis na karcie zlecenia prania widniala informacja: jesli oddasz pranie do godziny 11:00 czyste rzeczy otrzymasz jeszcze tego samego dnia. Potwierdzila to takze Pani w recepcji. Niestety wieczorem okazalo sie, ze pranie nie jest jeszcze gotowe (powtarzajac za recepcjonistka "landri no") i ze bedzie nastepnego dnia. I bylo. Jeszcze wilgotne. No ale skoro gosc sie upiera, ze chce juz odzyskac swoje pranie, to prosze. Dostaje takie jakie jest w danej chwili.
I to chyba byloby na tyle na tej scianie placzu. Cieszymy sie, ze Phitsanulok juz za nami. Aby dostrzegac zawsze "szklanke do polowy pelna", uznalysmy, ze wizyta w tym miescie byla nam potrezbna, aby: a) poznac inne oblicze tajlandii; b) docenic to co widzialysmy i zobaczymy, a takze cieszyc sie z wygodnych hoteli, w ktorych mozemy bywac.
Posted by Camerowska Fri 28 Sep 2007 20:14 Archived in Thailand





